piątek, 4 grudnia 2015

150 dni czyli już prawie 5 miesięcy za oceanem..

Jak ten czas szybko upływa to ja naprawdę nie potrafię uwierzyć..
Pomimo, że tyle tutaj przeżyłam i pomimo, że naprawdę dużo się wydarzyło to i tak nie wiem jak yo możliwe, że już tyle czasu za mną..
Już 150 dni!! :o
Niedługo będzie połowa za mną..
A za mną zmiana rodzinki (w której nadal czuję się naprawdę super! )
Za mną pierwsze moje w życiu Thanksgiving - Święto Dziękczynienia (w USA obchodzone w czwarty czwartek listopada) Następnie w piątek mamy Black Friday czyli wielkie wyprzedaże i przeceny praktycznie wszędzie! Co prawda nie wpadłam w jakiś szał zakupowy, ale kupiłam laptopa w całkiem dobrej cenie i jestem bardzo zadowolona. :)



Ostatni weekend spędziłam cały w Chicago! *.*
Dużo osób mi mówiło że to miasto jest piękne, ale ja się jakoś szczególnie nie nastawiałam.. ;p Przyznam, że po pierwszych dwóch wizytach jestem pozytywnie oczarowana! Teraz przed świętami Bożego Narodzenia te wszystkie dekoracje, światełka wyglądają po prostu genialnie! :)
Chicago przypomina troszkę Nowy Jork z tym że tutaj jest większa przestrzeń a tam budynki sa bardziej skupione blisko siebie. :)
Co więcej?
Nadal wiele przede mną.. W najbliższym czasie czeka mnie zdanie prawa jazdy Illinois  (swoją drogą muszę się w końcu zacząć uczyć.. ale jakoś mi nie po drodze)
I muszę zacząć planować moje wakacje na Florydę! *.*
Ale wszystko po kolei.. :)
Do następnego! ;*

niedziela, 22 listopada 2015

Początki u nowej host rodzinki :)

Przed przylotem do nowej host rodziny, do Chicago byłam cały czas zajeta..
Po pierwsze pakowanie, pakowanie i jeszcze raz pakowanie.. na szczęście jakoś się zmieściłam w moje dwie walizki i torebkę. :)
Po drugie.. próbowałam się nacieszyć Nowym Jorkiem jak najbardziej się tylko da.. *.* udało mi się jeszcze całkowicie spontanicznie wyjść do klubu na Manhattanie. ;) Do NYC na pewno jeszcze wrócę, ale to dopiero w Lipcu, więc do tego czasu będę bardzo tęsknić.. :( Pomimo wszystko kocham to miasto! ♡
Po trzech pożegnania. xd
Z kolezankami z okolicy, z moją kochaną małą Julią, z hostką (juz mi za nimi tęskno, a widziałam się z nimi zaledwie 5 dni temu..)
Ciężko mi było stamtąd odjezdzac.. :( ale jak trzeba to trzeba.. musiałam opuścić ten piękny widok za oknem..


W środę rano asystentka hosta (właściwie to powinnam pisać bylego hosta xd) zawiozla mnie na lotnisko i zaczęło się czekanie..
Samolot był opóźniony, bo w Chicago była burza i wiał silny wiatr. :/ 
Szczerze?
Siedząc na tym lotnisku czułam się beznadziejnie..
Niby wiedzialam, że czeka mnie nowa przygoda, że przecież super, że znalazłam rodzinę, bo zawsze była możliwość powrotu do Polski (na co jeszcze nie jest czas) .. niby wiedziałam, że mimo wszystko jestem po części szczęściarą to i tak bałam się tego wszystkiego..
Bo znów miałam się wszystkiego od początku uczyć, poznawać wszystkich, mieć nowy pokój, wypakowac walizki, przekonać się do nowych ludzi.. Znów musiałam poznać okolicę, "nauczyc sie" jezdzic nowym autem, zdac prawko.. poznać nowe osoby, au pairki w okolicy (odnalezc je) ...
Dużo tego jest..
Ale nic nie mogę poradzic, stało się i może w przyszłości będę się cieszyć, że tak się potoczyło.. :) zobaczymy..
Okej.. to może napisze w końcu coś o pierwszych wrazeniach i rodzince..
Wszyscy są bardzo mili. :)
Najwięcej czasu spędzam jak na razie z 9-latkiem. ;)
14-nastolatek trzyma się trochę na uboczu, a 17-nastolatek ma swoje życie i nim się raczej opiekowac nie będę. ;p Jak na razie nie mogę powiedzieć, bo chlopcy są świetni! I host tata tez. ;)
Poznałam tez dziadków z oby dwóch stron i jeszcze dziewczynę hosta. :)
Generalnie mam tutaj gotować obiady, a jak na razie upiekłam tylko muffinki jednego dnia i dzisiaj zrobiłam budyń (ale dzisiaj tak naprawdę miałam dzień off :)) Jedna z babci ciągle gotowała bo przyjechali na kilka dni i mają być znów od środy na Thanksgiving. :) Ciekawi mnie to święto. :D Nie mogę się doczekać wielkiego turkey na stole. :P
Aaa no i nie mogę się doczekać jak zobaczę Chicago.. *.* (jak na razie widziałam tylko z góry, ale było pochmurno i slabe zdjecie mam)


Myślę, że w przyszły weekend tam zawitam! :D
Co więcej z newsów? 
Przylecialam tutaj w środę, pogoda była nienajgorsza.. Każdy mnie straszyl że tu bedzie bardzo zimno, ale uważam, że nie było aż tak źle.. 
Ale trwalo to tylko do piątku wieczora.. Bo zaczął padać ŚNIEG! :o
A oto zdjęcie z soboty rano:


Do następnego!! ;*




środa, 11 listopada 2015

Drugi perfect (?) match.. czyli już po rematchu, bo znalazłam nową host rodzinkę!

Już po wszystkim..
Dokładnie po 16 dniach znalazłam nową host rodzinkę..
P
Uwaga, uwaga.. zmieniam miejsce zamieszkania..
Czeka mnie przeprowadzka do Chicago!! :)

Czy się cieszę?
Jeśli chodzi o rodzinkę to jestem podekscytowana, ale też trochę się boję..
To już nie jest to samo uczucie, które towarzyszyło mi z pierwszą rodzinką..
Pomijając to, że wtedy swietowalam znalezienie rodzinki ze znajomimi i rodzinką w Polsce.. Tu chodzi o to, że wybierajac tą rodzinkę nie czułam się jakoś w 100% pewna.. i nadal nie jestem..
Nie mówię, że rodzinka mi się nie podoba, bo wydają się być świetni, ale mam pewne obawy co do różnych rzeczy..
Coś o rodzince..
Single dad z trójką synów  (jak tak to piszę to nie wierzę w co ja się pakuję xd)
Wiek chłopców 17,14,9
Właściwie to moim głównym zajęciem tam to będzie przygotowanie im posiłków, będę ich kierowcą i pomagala w pracy domowej dwóm mlodszym chlopcom. :)
Już za tydzień tam zawitam..
18 listopada 2015 pojawie się w Chicago! :D
Nie myślałam, że tam wyladuje.. xd
Najbardziej czego mi szkoda to tego, że tutaj w Nowym Jorku mam już mnóstwo znajomych, znam to miasto i okolicę.. Jednym słowem przyzwyczajenie. Zadomowiłam się tutaj, a teraz przeprowadzka.. :( i właśnie z tego powodu trochę mi smutno..
Ale wiem, że nic nie dzieje się bez powodu i że może tam czekają na mnie wspaniale i niezapomniane chwile. :)

środa, 4 listopada 2015

Tydzień w rematch'u minął i nic..

Wczoraj minął mi tydzień odkąd jestem w rematch'u. . Ale tak naprawdę to czuję się jakby minęło dużo więcej.
Nadal czekam..
Nie byłam pewna czy otworzą mi room, ale jednak otworzyli i oto informacja jaka mi się pojawiała na stronce..
Miałam dwie rodzinki (jedna z Connecticut, a druga z Chicago) z którymi trochę rozmawiałam, ale niestety nic z tego nie wyszło.. :/
Teraz mam kolejną rodzinkę, która mieszka niedaleko mnie, tzn jakąś godzinkę. :)
***
Jak atmosfera w domu mojej jeszcze obecnej host rodzinki?
Jest nieciekawie..
Uwielbiam małą!! Julia jest cudowną, przesłodką dziewczynką i naprawę nie wiem jak się z nią rozstanę.. ale wszystko w tym domu już mnie tak bardzo dobija, że jedyne o czym myślę to.. kiedy ja się stąd wyprowadzę?!?
Mam nadzieje, że do innej host rodzinki, a nie do Polski..
Nie chcę jeszcze wracać..
Przyznam, że pogodzilam się, że jeśli nie znajdę innej rodzinki to co.. trudno.. takie życie..
Będę coś myśleć, żeby moje życie nie było nudne po powrocie do Polski.. xd ale jeszcze o tym niechcr myśleć!
Znajdę nową host rodzinkę!! *.*
Chciałabym coś dodać..
Napisałam, że uwielbiam moją małą, ale nie tylko ją, moja host mama jest wspaniała!
Tak naprawdę to decyzja o moim odejściu to wyłącznie decyzja hosta (a w sumie to jego mamy.. xd)
Odezwę się jak będą jakieś dobre wieści!! 😊

wtorek, 27 października 2015

OMG.. jestem w rematchu

Nie myślałam, że kiedyś napiszę taki post.. :(
Naprawdę nie dopuszczałam myśli, że coś takiego mi się przytrafi..
Bo przecież w końcu..
Mała mnie uwielbia, ja ją zresztą też..
Host tata kupił mi bilet do Polski (z której wróciłam 26 dni temu)
A teraz co?!?
Rematch? Serio? :o
Wiem od tym od wczoraj..
Płakałam strasznie.. Bałam się i nadal się boję..
Na pewno zastanawiacie się jaki jest powód..
Otóż moja host rodzinka już nie potrzebuje au pairki..
Byłam pierwszą i ostatnią..
Nie będę się wgłębiać w szczegóły, bo to wszystko jest troszkę skomplikowane..
Jedno mogę napisać naprawdę szczerze od serca..
Bardzo pokochałam moją małą..
A teraz jak sobie pomyślę, że będę musiała ją zostawić i budować na nowo kontakt z nowym/nowymi dziećmi..
Od dzisiaj jestem juz oficjalnie w rematchu.
Wczoraj to była tylko rozmowa, która zresztą byla dosyć późno..
A dzisiaj rozmowa z LCC i ona potwierdzila, ze host już zerwał match..
Zadała mi kilka pytań odnośnie moich wymagań dotyczacych nowej host rodzinki i ma mi szukac.. *.* (zdradze, ze już znalazła mi jedną potencjalna rodzinę)
Moja koordynatorka jest po prostu świetna!! :D
Dzisiaj czuję się już spokojniej..
Pisałam, że ostatnio mi się z nimi nie układało, ale znając mnie ja nie odwazylabym sie na rematch..
Ale to nie była moja decyzja..
Co się stało to się stało...
Ogromnym plusem w moim rematchu jest to, że host powiedział mi, że jak tylko długo czasu będę potrzebować, żeby znaleźć dobrą rodzinkę to tak dlugo czasu mogę nadal u nich mieszkać..
I że będzie mi płacił nadal normalnie. ;)
Teraz pozostaje mi czekać..
Co ma być to Będzie - jak to niektórzy mówią. :)
Nie mogę się załamywać. :)
Do następnego. ;)
Mam nadzieję, że bedzie bardziej pozytywnie..


wtorek, 20 października 2015

Central Park Zoo i muzeum Madame Tussauds

Chyba w końcu zacznę w miarę regularnie pisac. 😊
Ostatnio troszkę u mnie nieciekawie..
Nie mogę się dogadać ze swoją host rodzinką.. :(
Nie wiem jak to będzie, ale nie chcę pisać o tych negatywnych sprawach, więc napiszę o tym co się działo w weekend. :)
W sobotę to tak właściwie nic szczególnego.. pracowałam jak zwykle.. ;p
Ale za to niedziela świetnie spędzona w Nowym Jorku na Manhattanie. ;))
Razem z koleżanką z wyspy na ktorej mieszkam - Kasią wybrałyśmy się najpierw do Central Park Zoo, a później do Muzeum Madame Tussauds.
Ten dzień był po prostu wspaniały!
Od dawna brakowało mi, żeby coś nowego znów tu odkryć, zobaczyć.. *.*
Oto kilka zdjęć z zoo..
Pingwinki. *.*
Taki piękny misiu. :D
Tam miała być małpka w tle, ale uciekła.. :(
Panterka. ;)
A teraz zdjęcia z muzeum..
To było chyba pierwsze muzeum w którym aż tak bardzo się jarałam!! *.* 
Co prawda Muzeum Historii Naturalnej też jest świetne (może dodam też kiedyś o nim notkę) ale to muzeum przebija wszystkie w których bylam jak dotąd!!
Troszkę zdjęć..
Z Usherem :D

Katy Perry :)

Ed Sheeran :D

Selenka *.*

Taylor Swift :)

Rihanna :D 

Hej koleś! ;P

Hulk chce mnie zjeść.. o.o

Michael.. :)

Mam swoją prywatną żółtą taxi. :D

Jan Paweł 2 - Ucieszyłam się na widok tej figury :) tak miło ;))

Franciszek :D

Taylor Lautner - przystojniak *.*

Z prezydenckąparą fotka musi być :D
 Z tego muzeum mam od groma zdjęć.. 
Ale nie chcę nimi zawalac bloga. :)
Niedziela bardzo pozytywna, mam nadzieję, że kolejna też taka będzie. :)
Odezwę się niebawem! Do następnego! ♡



środa, 14 października 2015

Minęło już 100 dni odkąd pojawilam się w USA

Już 100 dni!
Jak ten czas szybko leci.. :o
Przez te 100 dni trochę się działo..
Jestem z tych osób, które by chciały jeszcze więcej i dlatego mam nadzieję, że kolejne 100 dni przyniesie jeszcze więcej podróży, uśmiechu i niespodzianek. :)
Cieszy mnie myśl, że wlaśnie zaczęłam planować kolejną wycieczkę - do Bostonu. ;)
Mam nadzieję, że się uda, bo prawdopodobnie będę mogła mieć cały wolny weekend więc chciałabym go wykorzystać. ;)
Dzisiaj będzie krótko, bo jestem zmeczona i nie mam troszkę siły.. :(
Oto kilka zdjęć z ostatniej wizyty po mojej okolicy - Staten Island. :)
Spacerek po plaży...

Te skorupiaki po prostu obrzydliwe.. Było ich tego dnia pelno na plaży. Nie wiedziałam jak mam się tam poruszać.. :o

Podoba mi się to, że w większości z domów mają wywieszoną flagę. ☺

Niby taki zwykły widok.. Teraz taka moja codzienność, ale normalnie to byłby pewnie jakiś wakacyjny widok.. :))

czwartek, 8 października 2015

Juz myslalam, ze nigdy nie napisze kolejnego postu. Naprawde, trudno jest sie zebrac w sobie i powiedziec.. "tak, zabiore sie za to teraz i napisze kilka slow na bloga.."
Ale w koncu sie udalo. :)
Zabralam sie za pisanie i mam nadzieje, ze ta notka jakos powstanie..


Ostatni czas byl po prostu crazy..
Gdy pisalam ostatnia, bardzo krotka notke myslalam, ze w koncu uda mi sie do regularnego pisania, ale jak widac moje plany nie wyszly i sie nie udalo..
A wszystko przez to, ze czas plynie tu jak szalony. naprawde..
Przed wyjazdem tutaj powtarzalam sobie wiele razy..
Bede pisac posty na blogu..
"Pozniej bede miala taka pamiatke dla siebie.."
Tak sobie myslalam..
Ale wiecie co..
Moje postanowienie odzylo.. xd
Bylam w Polsce..
Jestem tutaj zaledwie tydzien..
Tydzien temu wrocilam z mojej tygodniowej wizyty w Polsce.. xd
Wiem to jest incredible..
Bylam tu niecale 3 miesiace i wrocilam do mojej malej miejscowosci rodzinnej w Polsce, zeby ich odwiedzic, bo tak bardzo sie za nimi stesknilam..
Nie zrobilabym tego gdyby moj host nie zasponsorowal mi biletu w obydwie strony (TAK!! Kupil mi bilet do Polski i spowrotem do Stanow. *.*)
Jak mi to zaproponowal to nie moglam uwierzyc..
Ale zrobil to..
Kupil mi bilet..
Bylam na moich tygodniowych wakacjach..
Ale juz po wszystkim..
Wrocilam tutaj..
Chociaz jesli mam byc szczera to idac do samolotu mialam ochote odwrocic sie w droga strone i uciekac jak najdalej.. Chcialam wrocic do rodziny, do moich znajomych, do mojego pokoju..
Bylo mi ciezko..
Nie potrafie porownac tego w zadnym stopniu do pierwszego rozstania z rodzina..
Wtedy to wylacznie oni byli smutni, plakali..
Ja bylam szczesliwa na mysl o wylocie..
Nie dlatego, ze mialam ich zostawic, ale dlatego, ze zaczynalam przygode zycia..
A teraz bylo inaczej..
Ale to juz za mna.. Jestem tutaj spowrotem i niezmiernie sie ciesze, bo wiem, ze przede mna jeszcze mnowstwo pieknych miejsc do odkrycia..
Mam do zobaczenia jeszcze naprawde wiele wspanialych miejsc..
Widzialam zaledwie Nowy Jork, Niagare i Toronto..
Wiem to nie jest malo, ale to mi nie wystarcza.. ;p
W planach mam jeszcze duzo wiecej. :)
Zdradze wam gdzie spedze Sylwestra..
Co prawda bede pracowac.. :( Ale jakos szczegolnie sie tym nie przejmuje, bo..
Moja host rodzinka zaplanowala tygodniowy cruise na Bahamy. *.*
Jaram sie!!
Taki stateczek. :D
Wiem, ze post nie wyszedl jakos bardzo dlugi, ale mam naprawde nadzieje, ze w najblizszym czasie beda sie pojawiac chociaz takiej dlugosci. :)

ps: przepraszam, za brak polskich znakow, ale mam laptop hosta i niestety moge pisac tylko w ten sposob. ;)

czwartek, 27 sierpnia 2015

50 dni w USA.. ktoś mi powie kiedy to minęło?

Hej wszystkim po długiej przerwie. :)
Wiem bardzo dawno nie pisałam. :(
Miał być post o host rodzince, o Nowym Jorku i wszystkim nowym co mnie tu spotkało..
Ale czas leci tu tak szybko..
+ ciągle nie miałam czasu, albo siły, żeby cokolwiek napisać.. xd
Pamiętam jak niedowierzałam jak inne au pairki pisały, że nie mają czasu na swoich blogach. Wtedy twierdziłam, że mimo wszystko ja będę regularnie pisać.. Chociażby troszkę..
A tu proszę..
Prawie 2 miesiące za oceanem, a dopiero drugi post.. xd
Ale to też przez średnią sytuację u mojej host rodzinki. :(
Szczerze to wolę nie pisać szczegółów, bo nie wiem czy mogę, to chyba najważniejsza kwestia, a po drugie ta sytuacja jest troszkę skomplikowana.. :/
Relacje z host dzieckiem?
Jak już wcześniej pisałam dziewczynka jest urocza, słodka, kochana i po prostu cudowna. *.*
Nie powiem, bo czasem bywają ciężkie momenty. Przychodzi chwila płaczu czy buntu, ale wiadomo jak u każdego dziecka. :)
Ale ogólnie rzecz biorąc jestem szczęśliwa, że zlapałam z nią kontakt i że jakoś się rozumiemy. :)
A kiedy przychodzi, przytula się, mówi, że jestem jak jej starsza siostra to po prostu się rozpływam. *.*
Bardzo ją pokochałam i pomimo niektórych minusów chyba nie potrafiłabym się z nią teraz rozstać.. (miałam taki moment, że rozważałam powrót do Polski, ale jak na razie mi przeszło) :D
Mam do napisania kilka słów o Nowym Jorku, a już niebawem wybieramy się z dziewczynami and Niagarę i do Toronto. <3
Już nie mogę się doczekać. :D
Mam nadzieję, że teraz będę pisać jakoś częściej i nadrobię zaległości. :D

poniedziałek, 13 lipca 2015

Lot i orientation

Kładąc się do łóżka stwierdziłam, że może jednak dzisiaj coś napiszę. :) Jestem u host rodzinki już od piątku, a jakoś się zebrać nie mogę, żeby cokolwiek napisać. ;p
Właśnie dzisiaj minął tydzień jak nie ma mnie w Polsce.. xd Minął tydzień odkąd jestem w Stanach.. :o Nadal jakoś jak to piszę to do mnie nie dociera.. xd

Jak minęły mi ostatnie chwile w Polsce?
Całkiem dobrze pamiętam ten dzień.. 7 lipca, dzień po moich urodzinach. Data mojego wylotu.. :) Jak tak o tym pisze to czuje się jakby już minął co najmniej miesiąc a nie tydzień.. xd
Dzień wcześniej do późna się dopakowywałam i pomyliłam się przy ustawianiu budzika.. Obudził mnie głos moich dwóch przyjaciółek. :) Zrobiły mi niespodziankę i przyjechały się jeszcze pożegnać.. Wstałam i pomimo szczęścia, że one były to pojawiła się taka niespodzianka, że nie miałam w domu wody.. :o i jak tu się umyć? xd zęby, twarz chociaż? xd Masakra..
Ale pominę to, bo pomimo to ten dzień był wspaniały, a jednocześnie troszkę smutny.. :( mama w drodze na lotnisko cicho płakała.. Jak to słyszałam to mi automatycznie tez się robiło smutno.. :(( Rozstania są straszne..
A jedna z moich przyjaciółek przyjechała jeszcze na lotnisko się pożegnać.. I to bla bla car'em. Uwielbiam ją.! Jak ją zobaczyłam to łzy same poleciały.. Bo jak sobie pomyślałam ile moi rodzice, znajomi robili dla mnie przed odlotem to czułam wspaniałe ciepło na sercu i smutek, że musiałam ich opuścić.. Ale no dobrze, wystarczy, bo ten post wyjdzie jakiś dołujący i przygnębiający.. xd
Jak poradziłam sobie na lotnisku w Warszawie? 
Bez problemu oddałam bagaż rejestrowany, a później umówiłam się z jedną dziewczyną i razem poszłaś już dalej. :)
Samolot był opóźnieniony o godzinę, ale.w Nowym Jorku byliśmy praktycznie o czasie. :) Oto zdjęcie z samolotu..
Jak poradziłam sobie na lotnisku JFK w Nowym Jorku? 
Była nas aż dziesiątka z Polski, więc tutaj nie było w ogóle problemu. Trzymałyśmy się razem od momentu, kiedy odebrałyśmy walizki. Później znalazłyśmy panią z agencji APiA. A później zostało juz tylko czekanie na dziewczyny z innych krajów..
Takie tam 2 godzinki.. xd Zmęczenie bylo ogromne, ale kogo by to obchodziło? Nikogo.. -.- 
Orientation.. 
Pierwszy dzień był najcięższy.. Chodzi mi tu ogólne zmęczenie z poprzedniego dnia i jedyne 3 godziny snu.. Zasnęłam jakoś po 3 czasu amerykańskiego, przy czym nie spałam w ogóle w samolocie, bo nie mogłam zasnąć, 6 godzin różnicy czasu mi uciekło i musiałam wstać o 6:20.. :( myślałam, że umrę.. xd
No dobra, nie umarłam, ale ciężko było..
W dodatku, że to szkolenie jest od rana do wieczora, a przerwy są jedynie na posiłki czy jakieś tam 10 min pomiędzy.. xd to wszystko za mało.. :/
Na wycieczce zorganizowanej przez agencję do Nowego Jorku nie pojechałam, bo stwierdziłam, że to bezsensu, bo będę mieszkać bardzo blisko. Dziewczyny z Polski tez miały nie jechać, ale większości rodzinka kupiła i pojechały, ale mówiły, że nie podobało im się, bo wszystko było w biegu i nie było na nic czasu i gdyby miały same zapłacić to bardzo by żałowały.. :/

I to chyba tyle na dzisiaj. :) 
Coś o pierwszych dniach u host rodzinki już niebawem. :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Nie wierzę!! Wylot już jutro, a praktycznie to dzisiaj.. :o

Już tylko jeden dzień dzieli mnie z wylotem do Ameryki..
-Jak ten czas minął? 
-Nie mam pojęcia..
Ostatnio byłam ciągle zabiegana.. Praca, praca i jeszcze raz praca. 
+pożegnania z przyjaciółmi.. Jak sobie pomyślę jak bardzo będzie mi niektórych brakować to aż łezka się kręci w oku. ;(
I dochodzi do tego oczywiście rodzina.. rodzice, siostra, brat, dziadkowie.. Za tymi wszystkimi ludźmi będę BARDZO mocno tęsknić, chociaż jak na razie myślę, że aż tego tak nie czuję. Dopiero jak już wyjadę, jak będę już w moich wymarzonych Stanach to dopiero wtedy poczuję tą prawdziwą tęsknotę.. Bo teraz pomimo tego, że wiem, że się rozstajemy na calutki rok to ciągle z kimś się widzę..
Pomimo, że czasem byłam na kogoś bardzo zła, miałam kogoś dosyć, pokłóciłam się z kimś, nawrzeszczałam na kogoś czy miałam z kimś jakiś problem to teraz w tych ostatnich dniach, kiedy tu jestem zrozumiałam, że nie warto czasu na takie sytuacje.
Teraz, przed moim wyjazdem każdy jest dla mnie taki wspaniały, dosłownie. xd Każdy jest miły, nawet jak zrobię coś źle to i tak "nic się nie stało" "jest okej" .. No może prawie każdy tak robi.. xd Ale w większości sytuacji ostatnio rodzinka i znajomi stali się dla mnie przyjaźniejsi, że tak powiem. ;p
A tutaj mój lot. :)


9 godzin i 25 minut, bez przesiadki, więc jest super. *.*
A do tego razem ze mną leci 9 innych dziewczyn. :D
Więc mam nadzieję, że jakimś cudem się nie zgubię. xd
To mój pierwszy lot samolotem i przyznam, że się stresuje.. ;p
Mam nadzieję, że jakoś przeżyję i dotrę do Nowego Jorku cała i zdrowa. :D
Z jednej strony nie mogę się już doczekać, a z drugiej się troszkę stresuje tego wszystkiego..
Jeszcze tylko jedna noc w domku, w Polsce i lecimy podbijać USA. :)
Ostatnie dnie były naprawdę szalone..
Nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby się spakować, bo ciągle coś robiłam.. Pracowałam, spotykałam się ze znajomymi, załatwiałam jakieś ostatnie formalności.

Tak na marginesie pochwalę się, że zdałam maturki, a dzisiaj odebrałam moje świadectwo. :)
Jest świetnie, naprawdę, nie mogę narzekać i wierzę w to, że będę miała od czego wracać. 
W sobotę miałam pożegnalnego grilla. Taki troszkę babski wieczór. Oto moje grono:


Było cudownie.. Mam dzisiaj urodzinki. (tak się złożyło, że dzień przed wylotem)
Ale dziewczyny zrobiły mi mnóstwo niespodzianek właśnie już w sobotę..
Był tort niespodzianka xd, mnóstwo prezentów. Dostałam ramkę elektroniczną na zdjęcia, żebym mogła chwile z Polski ciągle przypominać sobie na nowo jak będę już tam. *.*
Wspaniale przeżyte ostatnie chwile..
A teraz zostały ostatnie godzinki.. Już niedługo..
A i jeszcze dzisiaj dostałam niesamowity prezent..
Dziewczyny nagrały mi filmik pożegnalny. Jeśli się zgodzą to wstawię go na youtube, bo jest świetny. *.* Kocham je normalnie. <3
***
Miałam zamiar przedstawić koszty związane z wyjazdem, więc zrobię to teraz. 
Muszę przyznać, że tak naprawdę wyszło o wiele więcej niż się tego początkowo spodziewałam i myślę, że każda dziewczyna z osobna miała podobnie. Z tym wyjazdem wiążą się także różne, dodatkowe koszty w zależności od osoby i od tego z jakiej agencji usług się korzysta. :)
U mnie wyglądało to tak: (moja agencja to APiA)
2865zł - opłata za program i ubezpieczenie rozszerzone
160$ - wiza (w moim przypadku wyszło to 592zł)
24zł - opłata za dostarczenie paszportu z wizą do domu
35zł - opłata za międzynarodowe prawo jazdy
30zł - opłata za zaświadczenie o niekaralności
70zł - opłata za wyrobienie paszportu
25zł + 22zł - opłata za zdjęcia do paszportu i wizy
416zł - walizki
760zł - wymiana złotówek na dolary (ja wymieniłam 200$)

Razem wyszło: 4839zł

Ale to co mi tu wyszło to i tak nie wszystko. Wszelakie dojazdy, paliwo, bilety, kupno ciuchów, leków czy jakieś dodatkowe opłaty. - Tego wszystkiego już nie liczę. Ale na ten wyjazd trzeba liczyć coś około 5000zł.
Pamiętam jak zaczynałam czytać blogi innych dziewczyn. Nie powiem, bo niektóre z nich jak robiły kosztorysy to wychodziło im zdecydowanie mniej niż mi, ale składało się na to wiele czynników.. Zapewne agencja, ubezpieczenie i kurs dolara.. Teraz wyjątkowo niekorzystny dla mnie.. ;/
Co mogę dodać?
Patrząc z perspektywy czasu od podjęcia decyzji to jestem z siebie dumna, bo większość pieniędzy na wyjazd zarobiłam sama. Rodzice oczywiście też mi pomogli, ale cieszę się, że nie musieli sponsorować mi tego wyjazdu w całości. Tylko, że mogłam spełnić swoje marzenie częściowo poprzez własną ciężką pracę. :)

I to by było chyba na tyle..
Napiszę jak będę już w Stanach. ;)
Do następnego posta już zza oceanu.! *.*

A od tego wszystko się zaczęło...

piątek, 3 lipca 2015

Trzy dni do wylotu, a walizki puste..

Ostatnio napisałam notkę, ale miałam jakiegoś strasznego pecha i się nie dodała i nawet nie mogę teraz w nią wejść, skopiować czy cokolwiek więc poszła na straty.. xd ale no trudno. :)

Zostało mi już tak niewiele czasu w Polsce.. Ostatnio żyję tylko spotkaniami ze znajomymi, a moi rodzice ciągle powtarzają, że się o mnie boją..
Dziwnie mi z myślą, że z tymi wszystkimi ważnymi dla mnie ludźmi nie będę się widziała przez taki długi czas.. :(

We wtorek, dokładnie tydzień przed moim wylotem dostałam wizę. ;)
A jeszcze tydzień wcześniej dostałam bilecik na samolot. :D
Już wszystko pewne..
A moje walizki jak stały tak stoją puste.. xd jakoś nie mam kiedy się spakować.. Nie mam czasu, żeby się za to zabrać.. :( i boje się o to czy w ogóle dam radę spakować się żeby zmieścić się w te określone kilogramy.. :o tragedia będzie.. xd jutro musze się za to zabrać, ale pewnie tylko częściowo, bo mam ognisko pożegnalne. :) coś czuje, ze będą łzy..
Cieszę się, że wyjeżdżam! :D jestem mega szczęśliwa, ale jest też we mnie trochę stresu i ta rozłąka ze wszystkimi ludźmi.. To przeraża.. :(
Ale wszystko jest do pokonania. :)
Przez wszystko można przejść. :D
Dzisiaj tak krótko, bo właśnie idę spać, ale postaram się jeszcze dodać coś dłuższego przed wylotem. :)

sobota, 20 czerwca 2015

Wybór prezentów i walizek

Uwielbiam kupować prezenty! 
 Ale przyznam, że  wybór podarunków dla host rodzinki był bardzo trudny. Jadę do rodziny w której hostka jest Polką, więc tutaj sprawa wygląda trochę inaczej. Nie mogłam kupić tak jak większość dziewczyn książki jakiejś książki o Polsce czy akcentów związanych z Polską, bo moim zdaniem to by było bezsensu. Musiałam, więc wymyślić coś innego. Zastanawiam się czy by jeszcze czegoś nie dokupić, ale zobaczymy jak to wyjdzie. :)
Jako pierwszy pokażę wam prezent dla słodziutkiej, trzyletniej dziewczynki. Już się nie mogę doczekać jak ją znów zobaczę. *.*
Z tego co słyszałam ma mnóstwo przeróżnych zabawek. Kiedy ją poznałam dałam jej pluszaka, zielonego smoka. Nie pokazywałam tutaj na blogu i teraz też tego nie zrobię, bo nie zrobiłam zdjątka. :c No trudno nic straconego, tutaj macie to co postanowiłam kupić. Stwierdziłam, że książka z baśniami po polsku może być fajną sprawą. Tym bardziej, że jej mamie i rodzince w Polsce zależy, żeby malutka znała język polski. A o wierszykach pomyślałam też tak przy okazji. Są tam wiersze typu Abecadło, Murzynek Bambo, Rzepka, Okulary, Zosia-Samosia. Może wystarczy. :) Jest tam kilka tych wierszyków i moim zdaniem są świetne! Pamiętam jak byłam mała i się ich uczyłam, a później sama uczyłam dzieciaki z mojej rodziny. Może spróbuję nauczyć też małą dziewczynkę. *.*
Jedyny minus tego prezentu to waga. Nie wiem ile ważą. xd Ale są ciężkie. :( No cóż wezmę mniej ciuszków. ;p
 

Kolejny prezent to bransoletka dla host mamy. :) Z początku nie wiedziałam czy to dobry pomysł, żeby kupować biżuterię. Nie wiem co lubi i nie znam jej gustu, ale mam nadzieję, że jej się spodoba. :)
 

Pomysł na prezent dla host taty podrzuciła mi koleżanka. Może trochę śmiesznie, ale pomyślałam, że to może być fajna opcja - płyta Disco Polo. Myślałam o jakiejś książce, ale wątpię, że miałby czas, żeby ją przeczytać, a płytę może kiedyś włączy jak będzie jechał autkiem i przy okazji przesłucha. :)) Nic z tekstu nie zrozumie, a może jakaś piosenka mu się spodoba. :D

I ostatni prezent. Dla host babci. :) Książka z polskimi przepisami. Widziałam, że już wiele dziewczyn decydowało się dokładnie na tą, którą kupiłam. Babcia lubi gotować, więc może kiedyś przyrządzi coś polskiego. ;)

Myślę, że dokupię jeszcze jakieś słodycze. Tak po prostu dla wszystkich. Ale z tym poczekam jeszcze, bo boję się, że sama bym je zjadła, a do wyjazdu zostało jeszcze dobrych kilka dni, więc lepiej nie ryzykować. :)
***
A tutaj pokażę wam jeszcze walizki jakie kupiłam.. Przyznam, że miałam wiele przemyśleń na ten temat. Różne są opinie odnośnie tego jaką powinno się kupić. Czy materiałową czy plastikową? Odpowiedzi są różne. Ja zdecydowałam się na obydwie plastikowe. Najważniejsza była dla mnie duża. Chciałam, żeby była lekka, żebym mogła jak najwięcej w nią zmieścić. Każdy mówi, żeby jak najmniej ze sobą zabrać, ale jednak to jest rok czasu, a podstawowe rzeczy też trochę zajmują. ;) I sprawdzałam, żeby koniecznie był zameczek TSA. Słyszałam i czytałam o różnych historiach związanych z rozcinaniem walizek na lotnisku w celu sprawdzenia, więc wolę być spokojna o to, że dostanę walizkę całą i z pełną zawartością. :)
Duża walizka - firma Puccini. Znalazłam na allegro w promocji za 332zł razem z przesyłką, a mała walizka - jakaś zwykła, też kupiona na allegro za 84zł razem z przesyłką. :)
W tym tygodniu odebrałam już Międzynarodowe Prawo Jazdy.  :)
Jedyne na co teraz czekam to wiza, ale z powodu problemów w ambasadzie boję się kiedy ją otrzymam.. Aż mnie to trochę przeraża. ;p
Mam nadzieję, że już niedługo. :)
Do wylotu zostało mi już tylko... 17 dni.. :o

niedziela, 14 czerwca 2015

Mam WIZĘ! *.*

Od kilku dni zbierałam się, żeby napisać nową notkę, ale ciągle brakowało mi czasu. Dzisiaj co prawda też za dużo go nie mam, ale stwierdziłam, że może napiszę coś na szybko i napiszę o formalnościach związanych z wizą. :)
Kiedy nastąpiło moje oficjalne zmatchowanie z rodzinką czekałam już tylko na papierki z agencji. Miały przyjść w ciągu 10 dni roboczych, ja dostałam je po 7 dniach roboczych, więc nie ma tragedii, ale już się trochę niecierpliwiłam. ;p
Dokumenty dostałam dokładnie 2 czerwca. Kiedy przyszłam z pracy z popołudniowej zmiany zobaczyłam, że na stole leży przesyłka DHL zaadresowana do mnie. Wiedziałam, że to musi być to! :D Szybko rozpakowałam i zaczęłam czytać, ale szczerze mówiąc byłam tak zmęczona po pracy, że nic z tego nie zrozumiałam i stwierdziłam, że zostawię to sobie na następny dzień. :)
Następnego dnia jakoś tak wyszło, że też nie miałam za bardzo czasu i dopiero w czwartek w Boże Ciało, kiedy to trochę odespałam i zregenerowałam siły mogłam w końcu spokojnie wszystko przeczytać i zrozumieć o co tam chodzi. Od razu wypełniłam online formularz DS-160. Nie powiem, że było to jakieś łatwe, ale nastawiałam się chyba na coś znacznie gorszego, więc jakoś poszło. :) Załączona instrukcja była całkiem pomocna, a także plik, który znalazłam na grupie Au Pair na fejsie. :)
6 czerwca zapłaciłam za wizę, wyniosło mnie to aż 592zł. :( kurs dolara jest teraz straszny.. (pociesza mnie jedynie to, że teraz trzeba już zapłacić 608zł..) W poniedziałek 8 czerwca mogłam się już umówić na spotkanie w ambasadzie. :)
Wybrałam pierwszy możliwy termin - 11 czerwca o godzinie 9;00.
I tak wybrałam się razem z moją siostrą i dwiema koleżankami na podróż do Warszawy.
Zdjęcie z fotobudki. ;)
A tak wracając do podróży do Warszawy to byłam taka przerażona, że się spóźnię.. Co zresztą zrobiłam.. Bo przed ambasadą byłam jakoś po 9, już dokładnie nie pamiętam ale było może 15 czy 20 minut po.. więc odwaliłam strasznie. ;c Byłam już załamana, że po wszystkim, że mnie nie wpuszczą i że po mojej wizie.. Ale przed wejściem była dłuuuga kolejka. Zapytałam stojących tam ludzi na którą godzinę mieli umówione spotkanie i każdy miał godzinkę późniejszą niż ja. Okazali się być tacy mili, że mnie przepuścili i praktycznie od razu weszłam. :) Przy wejściu zapisali mi godzinę 9;28, a wyszłam jakoś po 11.. ;/
Byłam tam prawie 2 godziny, ale powiem szczerze, że szybko minęły.
Najpierw przy wejściu sprawdzili moje papiery, odhaczyli, że weszłam i sprawdzili czy byłam umówiona. :) Później rejestracja, odciski palców i w końcu ostatnie okienko... rozmowa z konsulem. :) Miałam numerek A109.. Pamiętam, że kiedy na wyświetlaczu pojawiło się A106 wstałam ze swojego miejsca i podeszłam bliżej okienek. Stres był okropny, ale starałam się być w miarę możliwości spokojna. Powtarzałam sobie, że wszystko musi być dobrze, bo przecież teraz wszyscy dostają wizę i skoro już mnie tu wpuścili to też dostanę..
I w końcu się doczekałam, numerek A109 pojawił się na wyświetlaczu, podeszłam do okienka, a tam młoda, uśmiechnięta pani. Powiedziała z akcentem "Dzień dobry" Ucieszyłam się w sobie na myśl, że zaczęła po polsku. :) Później powiedziała jeszcze po polsku coś w stylu, że poprosi dokumenty. Podałam jej i zaczęła się rozmowa po angielsku. :)
Pytania, które pamiętam:
-Gdzie będę mieszkać?
-Czy byłam wcześniej w Stanach?
-Czy mam tam rodzinę?
-Czy jestem w kontakcie z moją host rodziną?
-Iloma dziećmi się będę opiekować?
-Ile lat ma host dziecko?
-Czy mam doświadczenie w opiece nad dziećmi i jakiego rodzaju jest to doświadczenie?
-Co obecnie robię? (powiedziałam, że skończyłam liceum. ;p)
-Co zamierzam robić po powrocie do Polski?
-Czy dostałam i przeczytałam broszurę z prawami przysługującymi mi w USA i czy rozumiem te prawa?
Na koniec zapytała czy mam jakieś pytania. Powiedziałam, że nie, a ona powiedziała, że gratuluje, że dostałam wizę i dała taką karteczkę..
Byłam taka szczęśliwa... *.* Jakoś tak odruchowo zamiast po angielsku to powiedziałam po polsku "Dziękuję bardzo" a ona się szeroko uśmiechnęła i życzyła miłego pobytu w Stanach. :D
Mimo wielkiego stresu wszystko się udało i było o wiele prostsze niż się wydawało!
Później pozwiedzałyśmy troszkę Warszawę z dziewczynami i świętowałyśmy przyznanie mi wizy. *.*
Kolejny post chyba będzie o prezentach dla host rodzinki, bo już wszystko kupiłam. :)
A tymczasem idę spać, bo jutro wstaję o 4 rano do pracy. :(

sobota, 6 czerwca 2015

30 dni do wylotu

Dokładnie za miesiąc 6 lipiec, a tym samym moje urodziny.
W tym roku będą inne niż zawsze.
W tym roku będzie to dzień pożegnania z rodzicą, znajomymi i Polską.
W tym roku będzie to początek innego życia.
Z jednej strony miesiąc czasu to dużo czasu, ale wiem, że szybko to minie i juz niedługo nadejdzie ten czas..
Co robię na te 30 dni dni przed wylotem?
Pracuje ile mogę i zarabiam kaskę. :)
Chciałabym w jak największym stopniu sama zarobić na mój wyjazd do Stanów.
Kupuje prezenty dla mojej host rodzinki, a co najważniejsze załatwiam sprawy związane z wizą. :)
Papiery z agencji dostałam we wtorek. Z początku nie wiedziałam jak się za to wszystko zabrać, ale z pomocą podesłanej instrukcji, wpisom w internecie i pomocy kilku dziewczyn udało mi się wszystko ogarnąć. :) wniosek DS-160 wypełniony, przelew za wizę zrobiony, a w poniedziałek (mam nadzieje) będę mogła umówić się już na konkretny termin spotkania w ambasadzie. :) stresuje mnie to trochę, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym tej wizy nie dostać..
Do załatwienia zostało mi jeszcze międzynarodowe prawo jazdy.. Miałam załatwić to już wcześniej, ale przez pewnie niedomówienie zamiast załatwić to tam gdzie wyrobilam polskie prawko to pojechałam do Łodzi, nie wiem dokładnie dlaczego, ale myślałam, że tylko tam to mogę załatwić, a okazało się, że jednak nie i sprawy nie załatwilam. :/
Kolejna ważna rzecz to prezenty dla host rodzinki..
Mam już prezent dla hostki i hosta. :) a co do prezentu dla małej i babci tez mam już pewne plany, ale muszę odwiedzić jeszcze kilka sklepów. Ale o prezentach będzie osobny post jak już kupie wszystko. :))
"Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko. Tyl­ko wte­dy uda nam się pojąć, jak wiel­kim cu­dem jest życie [...]" - Paulo Coelho

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Perfect match

Przez cały czas od pamiętnej soboty, kiedy to miałam spotkanie z hostką i jej córeczką myślałam, ciągle myślałam..
O czym? Oczywiście o match'u trzecim. :)
Spotkanie z hostką i trzyletnią dziewczynką było cudowne! Ja byłam przekonana, że chcę do nich polecieć. Nie miałam jednak pewności czy oni są zdecydowani na mnie. Wiedziałam, że muszę o to zapytać, bo na roomie pojawiały mi się kolejne rodzinki, a nie wiedziałam czy się z nimi umawiać na skype, pisać z nimi czy po prostu od razu im odmawiać.. Powiedziałam, więc hostce, że mam także inne rodzinki na profilu i chciałam dokończyć, że chciałabym znać z ich strony konkretną odpowiedź, ale ona zrozumiała mój wstęp inaczej i odpowiedziała, że w takim razie ja muszę się zdecydować i podjąć decyzję, żebym później nie żałowała. Była taka miła, a mi zrobiło się głupio, bo nie o to mi chodziło. Ona mi powiedziała prawie na koniec spotkania, że jak tylko wróci to dowie się wszystkiego co trzeba załatwić, żebym mogła do nich przylecieć.
Wieczorem napisałam do niej e-mail i podziękowałam za spotkanie, a ona znów mi napisała, że w środę jak wróci to dowie się jakie papierki załatwić, żebym mogła do nich przyleciała. I napisała, że jej córeczka też mnie polubiła! Jak to przeczytałam to momentalnie banan na twarzy. :D
Więc od tamtego czasu nie zostało mi nic jak tylko czekanie na maila od niej.
W międzyczasie na roomie pojawiały mi się nowe rodzinki, niektóre z nich mi się bardzo podobały, ale w głębi serca wiedziałam, że muszę im odmawiać, bo bez sensu robić innym rodzinom nadzieję skoro ja byłam już zdecydowana na inną.. Chociażbym z drugiej strony właśnie pewności nie miałam..
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło! *.* W sobotę, tydzień po sposób wchodzę na stronkę mojej aplikacji au pair, a tam informacja o oficjalnym zmatchowaniu! :D
Byłam taka szczęśliwa.! *.* Cudowne uczucie! Od razu sprawdziłam informacje o locie.. 7 lipca początek orientation w Nowym Jorku. :)  z tego co się dowiedziałam lot też powinnam mieć 7 lipca, więc będę miała niesamowity prezent na urodziny (urodziny mam 6 lipca!) :D a oto wygląd mojej aplikacji.. 
Życzę każdej aplikującej dziewczynie, żeby taki komunikat mogła zobaczyć! :)
Co więcej mogę powiedzieć o rodzince? 
Jak na razie są po prostu idealni! Naprawdę! Rodzice pracują w firmie farmaceutycznej. Dziewczynka od września idzie do przedszkola. Będę ją zawozić i odbierać autkiem. Mieszkają z babcią dziewczynki - mamą hosta. Będzie gotować posiłki. Ponoć cudowna kobieta, ale to się przekonam na miejscu, haha. :D Lokalizacja jest wspaniała! Mieszkają nad samym oceanem, 40 minut od Nowego Jorku. :) 
Co więcej mogę dodać? 
Towarzyszy mi niesamowite uczucie szczęścia i jestem niezmiennie zadowolona z tego, że moglam już poznać część rodzinki na żywo. To sprawia, że jestem już w 90% przekonana, że to będzie cudowny rok. :)
Aaa bym zapomniała.. Hostka była niesamowita z tym, że kiedy powiedziała o pokoju dla mnie to stwierdziła, że jeśli mi się nie będzie podobał to, żebym im powiedziała to mi zmienia na inny. Miło z jej strony. Czuję, że będę miała w niej wsparcie, jest wspaniałą kobietą. :)
A teraz kolejne załatwianie spraw..
1. Wiza (czekam na papiery z agencji, ponoć mają być do 10 dni)
2. Międzynarodowe prawo jazdy 
3. Walizka
4. Prezenty dla rodzinki
5. Zakupienie kilku najpotrzebniejszych ciuszków 
Chyba wszystko. :)

niedziela, 24 maja 2015

Wszystkie match'e

Stwierdziłam, że tak jak większość dziewczyn najpierw zrobię podsumowanie wszystkich rodzinek, a dopiero później dodam wpis o mojej perfect rodzince. *.*
Match 1:
Dwie dziewczynki, bliźniaczki 3 latka. Stan Michigan. Ponoć piękna okolica. Mieszkali niedaleko miasta Detroit. Przyznam, że byłam nimi zachwycona, ale chyba dlatego, że to był mój pierwszy match. Pisałam z hostem trochę, ale odpisywał mi po 4-5 dniach, więc ciężko miałam się z nimi dogadać czy umówić na skype. Bo kiedy mi pisał, że mogą w weekend rozmawiać i prosił, żebym mu podała kiedy ja mogę to on odpisywał na moją wiadomość po weekendzie we wtorek.. ;/ I tak było dwukrotnie.. Kiedy pojawiły mi się kolejne match'e ładnie im podziękowałam.
Match 2:
Kolejny match i kolejne bliźnięta.. ;p Tym razem chłopiec i dziewczynka - 8 lat. Pisałam dużo z hostka. Wydawała się być wspaniałą kobietą. Odpisywała mi niemal od razu. Umówiłyśmy się na skype. Pamiętny dzień - po mojej maturce pisemnej z polskiego. Rozmawiałam z nią i chwilowo z hostem prawie godzinkę. Przyznam, że trochę się stresowałam tą rozmową, ale było świetnie. Jak czegoś nie zrozumiałam to powtarzała, tłumaczyła innymi słowami. :D I ciągle się uśmiechała! Na koniec rozmowy zapytała czy nadal jestem nimi zainteresowana, powiedziałam, że oczywiście, a ona, że w takim razie porozmawia jeszcze z mężem i dadzą mi znać w najbliższym czasie.. Ale niestety nic nie napisali.. ;/ Trochę się na nich zawiodłam, bo mogli chociaż coś napisać, że znaleźli kogoś innego czy cokolwiek, ale no nic. ;) Stan Connecticut. Okolice wydawały się być, że tak powiem takie zwyczajne. Miasteczko miało ponoć "własną" plażę.
Match 3:
To właśnie mój PM. *.*
Więc ich zostawię na deser i w kolejnym poście o nich popiszę.. :D
Match 4:
Samotny ojciec z trójką dzieci. Rok po rozwodzie. Żona mieszka gdzieś niedaleko. Przyznam się szczerze, że od razu wiedziałam, że muszę z nich zrezygnować. Wiem, że to moja decyzja do kogo polecę, ale rodzice w tym przypadku w życiu nie zgodziliby się, żebym poleciała do samotnego ojca. xd Moim zdaniem trochę dziwna sytuacja, że dzieci zostały z ojcem, a nie z matką, ale różnie to bywa. Za dużo o nich nie wiem, bo po tym jak weszli mi na room i host napisał maila to od razu podziękowałam. Chociaż przyznam, że łatwo nie było, bo dzieci na zdjęciach wyglądały cudownie. I mała dwuletnia dziewczynka. *.* Stan Virginia. Mieszkali gdzieś na przedmieściach. Godzinkę od Waszyngtonu.
Match 5:
Znów stan Michigan. I znów bliźnięta, chłopiec i dziewczynka - 6 lat. Dwoje tatusiów. xd Trochę popisałam z jednym hostem. Proponowali całkiem dobre warunki. Całe piętro dla siebie. Własny samochód do dyspozycji. Było dużo plusów, ale ostatecznie im odmówiłam.
Match 6:
Rodzinka pojawiła mi się w dzień mojego wyjazdu do Wrocławia, gdzie jechałam po to, żeby się zobaczyć z hostką z match'u trzeciego, więc miałam mieszane uczucia. Nie wiedziałam co zrobić, ale jednak odpisałam im, bo wydawali się super rodzinką. Dwie dziewczynki - 4 i 7 lat. Umówiliśmy się nawet na rozmowę na skype, ale zrezygnowałam z niej, kiedy byłam już po spotkaniu z hostką z rodzinki nr 3. Mają nowe mieszkanko na wodzie, niedługo chcą się wprowadzić. Stan Maryland.
Match 7:
Pierwsza rodzinka z Californii!! *.* Spodobali mi się bardzo i jeszcze lokalizacja - San Diego! Jedno dziecko, chłopiec - niecałe 3 latka. Gdyby nie match trzeci to możliwe, że dłużej zastanowiłabym się nad nimi.. Bo ten match był dosłownie marzeniem.!
Match 8:
Znów California. *.* Hinduska rodzina z dwójką chłopców - 7 i 10 lat. Niby wydawali się być mili, ale list, który przysłała mi hostka, który miał 8 stron z lekka mnie przeraził. Tam było dosłownie wszystko.. Co au pair może, czego nie może. Niby fajnie, bo wszystko z góry jest określone. Ale jednak chyba trochę przesadzili. Jakoś długo się nad nimi nie zastanawiałam. Prawie od razu odmówiłam.
Match 9:
Rodzinka z trójką dzieci - dwie dziewczynki 10 i 7, chłopiec 4 latka. Stan Connecticut. 
Match 10:
Po raz kolejny stan Virginia. Dwie dziewczynki 8 i 10 lat. Na zdjęciach wyglądali na cudowną, kochającą się rodzinkę. Co do nich też nie wiedziałam co zrobić. Nadal czekałam na potwierdzenie od match'u trzeciego, więc ciężko mi było odmówić, ale musiałam, pomimo, że wydawali się być bardzo interesujący i zapewne chciałabym z nimi pogadać czy popisać. ;)
Match 11:
O tym match'u nie pisałam na blogu. Jakoś tak wyszło, że pojawił się on, a akurat nie miałam czasu, żeby napisać. Samotna matka z dwójką dzieci, chłopiec 12, a dziewczynka 10 lat. :)
Stan: New Jersey
Miejscowość: Mountain Lakes
Zwierzęta: pies
Rodzinka wydawała się super! Mieli wspaniały list i wiele zdjęć. Ale niestety po raz kolejny musiałam odmówić. 

Tyle match'y, a tu moim perfekt okazał się już ten 3. :D Jak to mówią do trzech razy sztuka! :) Niedługo pojawi się wpis o match'u trzecim! *.*