niedziela, 14 czerwca 2015

Mam WIZĘ! *.*

Od kilku dni zbierałam się, żeby napisać nową notkę, ale ciągle brakowało mi czasu. Dzisiaj co prawda też za dużo go nie mam, ale stwierdziłam, że może napiszę coś na szybko i napiszę o formalnościach związanych z wizą. :)
Kiedy nastąpiło moje oficjalne zmatchowanie z rodzinką czekałam już tylko na papierki z agencji. Miały przyjść w ciągu 10 dni roboczych, ja dostałam je po 7 dniach roboczych, więc nie ma tragedii, ale już się trochę niecierpliwiłam. ;p
Dokumenty dostałam dokładnie 2 czerwca. Kiedy przyszłam z pracy z popołudniowej zmiany zobaczyłam, że na stole leży przesyłka DHL zaadresowana do mnie. Wiedziałam, że to musi być to! :D Szybko rozpakowałam i zaczęłam czytać, ale szczerze mówiąc byłam tak zmęczona po pracy, że nic z tego nie zrozumiałam i stwierdziłam, że zostawię to sobie na następny dzień. :)
Następnego dnia jakoś tak wyszło, że też nie miałam za bardzo czasu i dopiero w czwartek w Boże Ciało, kiedy to trochę odespałam i zregenerowałam siły mogłam w końcu spokojnie wszystko przeczytać i zrozumieć o co tam chodzi. Od razu wypełniłam online formularz DS-160. Nie powiem, że było to jakieś łatwe, ale nastawiałam się chyba na coś znacznie gorszego, więc jakoś poszło. :) Załączona instrukcja była całkiem pomocna, a także plik, który znalazłam na grupie Au Pair na fejsie. :)
6 czerwca zapłaciłam za wizę, wyniosło mnie to aż 592zł. :( kurs dolara jest teraz straszny.. (pociesza mnie jedynie to, że teraz trzeba już zapłacić 608zł..) W poniedziałek 8 czerwca mogłam się już umówić na spotkanie w ambasadzie. :)
Wybrałam pierwszy możliwy termin - 11 czerwca o godzinie 9;00.
I tak wybrałam się razem z moją siostrą i dwiema koleżankami na podróż do Warszawy.
Zdjęcie z fotobudki. ;)
A tak wracając do podróży do Warszawy to byłam taka przerażona, że się spóźnię.. Co zresztą zrobiłam.. Bo przed ambasadą byłam jakoś po 9, już dokładnie nie pamiętam ale było może 15 czy 20 minut po.. więc odwaliłam strasznie. ;c Byłam już załamana, że po wszystkim, że mnie nie wpuszczą i że po mojej wizie.. Ale przed wejściem była dłuuuga kolejka. Zapytałam stojących tam ludzi na którą godzinę mieli umówione spotkanie i każdy miał godzinkę późniejszą niż ja. Okazali się być tacy mili, że mnie przepuścili i praktycznie od razu weszłam. :) Przy wejściu zapisali mi godzinę 9;28, a wyszłam jakoś po 11.. ;/
Byłam tam prawie 2 godziny, ale powiem szczerze, że szybko minęły.
Najpierw przy wejściu sprawdzili moje papiery, odhaczyli, że weszłam i sprawdzili czy byłam umówiona. :) Później rejestracja, odciski palców i w końcu ostatnie okienko... rozmowa z konsulem. :) Miałam numerek A109.. Pamiętam, że kiedy na wyświetlaczu pojawiło się A106 wstałam ze swojego miejsca i podeszłam bliżej okienek. Stres był okropny, ale starałam się być w miarę możliwości spokojna. Powtarzałam sobie, że wszystko musi być dobrze, bo przecież teraz wszyscy dostają wizę i skoro już mnie tu wpuścili to też dostanę..
I w końcu się doczekałam, numerek A109 pojawił się na wyświetlaczu, podeszłam do okienka, a tam młoda, uśmiechnięta pani. Powiedziała z akcentem "Dzień dobry" Ucieszyłam się w sobie na myśl, że zaczęła po polsku. :) Później powiedziała jeszcze po polsku coś w stylu, że poprosi dokumenty. Podałam jej i zaczęła się rozmowa po angielsku. :)
Pytania, które pamiętam:
-Gdzie będę mieszkać?
-Czy byłam wcześniej w Stanach?
-Czy mam tam rodzinę?
-Czy jestem w kontakcie z moją host rodziną?
-Iloma dziećmi się będę opiekować?
-Ile lat ma host dziecko?
-Czy mam doświadczenie w opiece nad dziećmi i jakiego rodzaju jest to doświadczenie?
-Co obecnie robię? (powiedziałam, że skończyłam liceum. ;p)
-Co zamierzam robić po powrocie do Polski?
-Czy dostałam i przeczytałam broszurę z prawami przysługującymi mi w USA i czy rozumiem te prawa?
Na koniec zapytała czy mam jakieś pytania. Powiedziałam, że nie, a ona powiedziała, że gratuluje, że dostałam wizę i dała taką karteczkę..
Byłam taka szczęśliwa... *.* Jakoś tak odruchowo zamiast po angielsku to powiedziałam po polsku "Dziękuję bardzo" a ona się szeroko uśmiechnęła i życzyła miłego pobytu w Stanach. :D
Mimo wielkiego stresu wszystko się udało i było o wiele prostsze niż się wydawało!
Później pozwiedzałyśmy troszkę Warszawę z dziewczynami i świętowałyśmy przyznanie mi wizy. *.*
Kolejny post chyba będzie o prezentach dla host rodzinki, bo już wszystko kupiłam. :)
A tymczasem idę spać, bo jutro wstaję o 4 rano do pracy. :(

3 komentarze:

  1. Gratki! Ja niestety jeszcze czekam na swój dokument :( 7 lipca to już niedługo!!! Nie mogę się doczekać notki o prezentach, bo sama nie wiem, co kupić mojej host rodzince :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiedziałam co kupić i nie jestem do konta przekonana czy dobrze wybrałam, ale chyba to po prostu stres czy im się spodoba.. Jakoś też dasz radę. :)

      Usuń
  2. No to teraz już tylko z górki! :D

    OdpowiedzUsuń